Książę Roman
Joseph Conrad
Książę Roman
— Wypadki sprzed siedemdziesięciu lat są może zanadto odległe, aby je wciągać do zwykłej rozmowy. Każdemu wiadomo, że r. 1831 jest dla nas datą historyczną: jednym z tych lat nieszczęsnych, kiedy w obliczu krasomówczych oznak sympatii i biernego oburzenia całego świata przyszło nam po raz wtóry zawołać Vae victis! i w smutku obliczać swoje straty. Nigdy nie umieliśmy rachować ani w szczęściu, ani w nieszczęściu; nie potrafiliśmy nigdy przyswoić sobie tej umiejętności ku wielkiemu rozjątrzeniu naszych wrogów, za co też obdarzyli nas przydomkiem niepoprawnych…
Mówiący te słowa był polskiej narodowości; należał do tego narodu, który pozbawiony życia w grobie trwa dalej żywą myślą, tchnieniem, słowem, nadzieją i męką… wepchnięty tam tysiącem bagnetów i przypieczętowany potrójną pieczęcią trzech potężnych mocarstw.
Toczyła się rozmowa o arystokracji. Czemu się nam nawinął ten właśnie przedmiot, tak dziś niekorzystnie się przedstawiający? Było to już dosyć dawno i dokładnie sobie nie przypominam, ale to pamiętam, że arystokracja nie była uważana za konieczną część składową społeczeństwa. Zdaje mi się, żeśmy zeszli na ten temat po wymianie zdań o patriotyzmie, uczuciu poniekąd też zdyskredytowanym, gdyż wrażliwość naszych wyznawców humanitaryzmu uważa je za pozostałość z czasów barbarzyńskich. A jednak nie byli barbarzyńcami, ani wielki malarz florentyńczyk, któremu myśl o rodzinnym mieście świeciła jasno do grobu; nie był również barbarzyńcą św. Franciszek, który ostatnim swym tchnieniem słał błogosławieństwo ojczystemu Asyżowi. Aby należycie ocenić patriotyzm, potrzeba koniecznie pewnej wyższości duchowej albo szczerości uczuć, co odmówione zostało pospolitemu wyrafinowaniu nowoczesnej myśli, która ogarnąć nie może dostojnej prostoty uczucia, płynącego z samej natury rzeczy i człowieka.
Arystokracja, o której mówiliśmy, zaliczała się do najwyższej w Europie i do najwyższych w niej rodów; nie podupadła ani zubożała, nie przeistoczona ani wyzwoleńcza, ale najbardziej wyróżniająca się i wyłączna warstwa ze wszystkich warstw, dla której nawet ambicja sama w sobie nie istnieje wśród innych pobudek i drogowskazów w życiu. Kiedy niezaprzeczone prawo przewodzenia przestało być ich udziałem, sądziliśmy, że w czasach politycznych czy narodowych przewrotów muszą im utrudnić stanowisko ich wielkie fortuny, ich kosmopolityzm, wypływający z szerokich koligacyj, i wywyższone stanowisko, przedstawiające tak mało do zyskania, a tak wiele do stracenia. Skoro nie ma już możności rozkazywania, co stanowi istotę arystokracji, nie pozostaje jej nic innego, jak trzymać się z dala od wielkich wybuchów namiętności tłumów.
Doszliśmy do tego wniosku właśnie w chwili, gdy
